Na początek nie wypada nie zapytać. Co u ciebie słychać?
Sebastian Zalepa: Mam deszczowe wakacje w Łodzi <śmiech>. A tak poważnie to przebywam w moim mieście, trenuję i trochę poświęcam czasu na naukę. Teraz jest akurat przerwa na studiach, ale przygotowuję się do egzaminu kończącego 2 rok studiów dziennych. Znalazłem sobie nowy klub Tur Turek, gdzie jak na razie rozegrałem dwa pełne mecze. Jeden w lidze, a drugi w Pucharze Polski. W jednym z tych meczów zdobyłem bramkę, z czego bardzo się cieszę. Udało mi się szybko zaaklimatyzować w tym klubie. Działacze byli bardzo zdeterminowani, abym grał w tym zespole i po chwili namysłu uznałem, że warto spróbować skoro ktoś wyciąga do mnie rękę. Jak narazie nie żałuję tego kroku. W zespole nie ma wielkich indywidualności, natomiast są zawodnicy o sporym potencjale jak na swój wiek i myślę, że dla każdego z nas takie przetarcie na 2-ligowych boiskach będzie ważnym krokiem w dalszej przygodzie z piłką.
Tur Turek występuje obecnie w drugiej lidze. Czy to nie za niskie progi, jak dla ciebie?
Myślę, że każdy zawodnik, który zadebiutował w Ekstraklasie marzy o tym, aby w niej pozostać. Ale uważam, że czasem trzeba zrobić ten krok w tył, żeby później znowu wskoczyć na odpowiedni poziom. Na pewno gra tam pomoże mi się ograć, nabrać doświadczenia i pewności siebie. Myślę, że za jakieś pół roku, rok będę pewniejszym i lepszym zawodnikiem psychicznie, jak i fizycznie. Będę się czuł na siłach, by rywalizować z każdym i spróbwać swoich sił w wyższej lidze co jest moim głównym celem. Mam nadzieję, że zdrowie mi na to pozwoli. Bardzo w to wierzę.
Mimo, że twój nowy klub znajduje się niemal 100 kilometrów od Łodzi, to jedynie rozgrywasz tam mecze.
Taka jest umowa między Turem Turek, a UKS SMS Łódź. Doszło do fuzji pomiędzy oboma kubami. Prezesi Matczak i Matusiak doszli do wniosku, że warto stworzyć zespół zawodników, którzy gdzieś się wyróżniają w niższych ligach. Zespół prowadzony jest pod wodzą Wojciecha Wąsikiewicza i Pawła Kaczorowskiego. Treningi odbywają się na SMS-ie, a na mecze jeździmy jako gospodarz do Turku. Myślę, że jeszcze namieszamy w tej lidze.
Mogłoby się wydawać, że po odejściu z Widzewa nie będziesz miał problemów ze znalezieniem nowego pracodawcy. Jednak zanim trafiłeś do Turka, to trochę czasu minęło.
Po odejściu z Widzewa znalazłem się w dość ciężkiej sytuacji. Kadry zespołów z Ekstraklasy i I ligi były już prawie pozamykane, a drużyny przebywały na obozach albo już z nich wróciły. Otrzymałem propozycję ze Stali Rzeszów, Oks 1945 Olsztyn, Chojniczanki Chojnice. Były jakieś rozmowy o Sandecji Nowy Sącz oraz Ruchu Radzionków. Pierwszeństwo miał jednak Olsztyn. Zadzwonił do mnie trener Kaczmarek. Stwierdził, że jest mną zainteresowany i chciałby, żebym mu się pokazał. Nie miałem czasu na zastanawianie się. W czwartek wieczorem wróciłem do Łodzi z Widzewem a w piątek z samego rana ruszyłem pociągiem na mazury. Tam zaprezentowałem się z dobrej strony. Zagrałem w zwycięskim sparingu. Trenerzy nie mieli do mnie zastrzeżeń jednak sprawy formalne uniemożliwiły, abym tam został dłużej. Klub nie mógł pozwolić sobie na jeszcze jeden transfer ze względów finansowych. Także podziękowaliśmy sobie i życzyliśmy powodzenia w przyszłości.
Byłeś zaskoczony tym, że nie zostałeś w Widzewie na dłużej? Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że dalej będziesz walczył o miejsce w składzie Widzewa.
Byłem. Gra w Widzewie od zawsze była moim marzeniem. Jestem z Łodzi, od urodzenia tu mieszkam. Jestem związany z tym miastem i klubem. Kiedy dołączyłem do zespołu, to bardzo się cieszyłem. Uwierzyłem, że marzenia jednak się spełniają. Ciężka, systematyczna praca przynosi efekty. Często trzeba zacisnąć zeby i pracować nad sobą również indywiudalnie, nie tylko na treningach. Poza tym trzeba się pilnować, jak np. z dietą, odnową biologiczną oraz wypoczynkiem.
Dlaczego odszedłeś z Widzewa?
Przed obozem rozmawiałem z działaczami odnośnie mojej osoby. Byłem zapewniany, że nie muszę sobie szukać klubu i Widzew wiąże ze mną nadzieje. Z czasem okazało się, że rzeczywistość wygląda całkiem inaczej również ze strony działaczy. Już na samym początku obozu rozmawiałem z trenerem o mojej pozycji w zespole. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, że jest wielu obrońców, tak jak przez cały poprzedni sezon. To są już zawodnicy starsi, ograni i bardziej doświadczeni na tym poziomie Ekstraklasy. Natomiast ja na razie byłem na tym poziomie tzw. żółtodzióbem choć nie czułem się wcale gorszy. Miałem trenować, pracować, pokazywać się na każdym treningu i dawać sygnały sztabowi trenereskiemu, że Zalepa jest zawsze gotowy do gry. Natomiast odbyłem szczerą rozmowę ze sztabem szkoleniowym, głównie z trenerem Mroczkowskim. Dowiedziałem się, że na ten moment oprócz mnie w kadrze jest 4 innych stoperów, którzy w tej chwili mają większe szanse na wskoczenie do składu. Ja musiałbym czekać na swoją szanse a ile..... tego już nie jestem w stanie powiedzieć. Doszliśmy z trenerem do wniosku, żebym się jeszcze rozwijał. Spędziłem prawie pół rundy w młodej ekstraklasie. Pokazałem sie w niej z bardzo dobrej strony, przebiłem się do pierwszego i zadebiutowałem. Jak na początek wykonałem kawał dobrej roboty, a teraz powinienem już pokazać się w piłce seniorskiej i tam nabierać piłkarskiego rzemiosła, które zaowocuje w nie dalekiej przyszłości. Myślę, że kibice z Łodzi usłyszą jeszcze o mnie jako dobrym zawodniku, który zrobił znaczne postępy i inne kluby zainteresują się mną.

Czego się nauczyłeś w Widzewie?
Na pewno jakiegoś profesjonalizmu. Nie tylko treningi, ale także podejścia do życia przebywając ze starszymi zawodnikami, którzy potrafią nakierować młodego chłopaka jak w wielu sferach życia postępować. Co jest ważne, czemu się poświęcić, na co zwrócić szczególną uwagę a od czego trzymać się z daleka. Poza tym odprawy przed meczowe, wspólne zgrupowania i zwykłe między ludzkie rozmowy. Zrozumiałem również, że dużą uwagę powinienem poświęcić nauce języka angielskiego, którym piłkarze powinni biegle sie posługiwać. Pamiętam również moment, gdy wchodziłem do szatni pierwszego zespołu. Spodziewałem się, że będzie taki spory dystans, a właśnie tacy zawodnicy jak Krzysiu Ostrowski, Jarek Bieniuk, Wojtek Szymanek, Adrian Budka czy Łukasz Broź wzieli mnie pod swoje skrzydła. Tak naprawdę to mógłbym wymienić wszystkich zawodników, ponieważ są wspaniałymi, pełnymi optymizmu ludźmi. Rozmawiali ze mną, potrafili się śmiać, ale również ustawić do pionu kiedy za bardzo się poluzowało:) Mam nadzieję, że zbliżający sezon będzie dla nich udany jak i dla całego zarządu. Będę trzymał za nich kciuki i pojawiał się na każdym możliwym spotkaniu przy al. Piłsudkiego 138.
W czasie treningów starsi zawodnicy pomagali Ci?
Przede wszystkim nie było krzyków, złośliwości. Częściej pojawiała się podpowiedź i wsparcie. Poza tym trenować pod okiem Pana Michniewicza i Mroczkowskiego przy tak ciekawych i dobrych zawodnikach jacy znajdują się w kadrze zespołu to spory plus. Każdy trening był w pełni profesjonalny z widoczną filozofią na grę zespołu przygotowaną przez trenera.
Utrzymujesz kontakty z zawodnikami Widzewa?
Tak. Teraz przyznaje, że ostatnio z nikim za bardzo nie rozmawiałem, bo oni byli ostatnio na obozie. Natomiast ja miałem trochę spraw do pozałatwiania, a także miałem treningi i mecze. Także czasu trochę brakowało. Ale ostatnio pojawiłem się kilka razy w klubie i zostawiłem książkę dla jednego ze swoich kolegów, bo mamy wspólną pasję. Myślę, że dalej te kontakty będą.
Dla ciebie, jako kibica Widzewa, jakie to było uczucie grać w barwach twojego klubu w Ekstraklasie?
A jak sądzisz. Marzenie, które się spełnia, duma z tego że na piersi nosisz herb Widzewa. Coś nie do opisania. To trzeba przeżyc, żeby to zrozumieć i poczuć.
Szczególnie, jak jest się z Chojen, osiedla gdzie jest dużo sympatyków Widzewa
Od małego tak byłem wychowywany i nigdy to się nie zmieni. Na Chojnach od zawsze na zawsze Widzew.
Dzięki grze w Widzewie trafiłeś do młodzieżowej kadry Polski
Tak to prawda. Moja równa dobra forma zaowocowała powołaniem do reprezentacji. Przyznaję, że wcześniej już miałem doświadczenia z kadrą. Grając w SMS Łódź byłem powoływany na konsultacje, zgrupowania oraz mecze reprezentacji. Wystąpiłem w paru spotkaniach i strzeliłem jedną bramkę. Teraz znów mogłem założyc koszulkę z orzełkiem i nosić ją z dumą.

Zanim trafiłeś do Widzewa to występowałeś w SMS-ie. Jednej z elitarnych szkół sportowych w Polsce. Powiedz, jak wygląda tam przygotowanie młodego piłkarza do wielkiej piłki?
Dla młodego chłopaka ta szkoła to próba charakteru. Dzień w dzień od rana do wieczora skupiasz się na dwóch aspektach. Zajęcia dydaktyczne ze świetnym gronem nauczycieli i zajęcia piłkarskie. Zajęcia rozpoczynają się o 8:00 a często kończą o 17:00-18:00 . Dla zwykłego chłopaka to niewyobrażalne, ale dla nas, którzy to przeżyli świetny wstęp w dorosłość. Często w wielu sprawach musisz liczyć tylko na siebie. Poza tym treningi bo o tym rozmawiamy. Jest wielu świetnych trenerów, którzy kształcą zawodników nie tylko pod względem piłkarskim, ale również jako ludzi. Trener Dawidowski, Maranda, Grzelak, Szarpak, Sławuta oraz Westfal. Każdy z nich mnie prowadził. Od każdego z nich coś wyniosłem i myślę, że dla wszystkich młodych chłopców to miejsce jest idealnym ośrodkiem, w którym będą mogli spełniać swe marzenia. Na koniec chciałbym pozdrowić całą dyrekcję Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Łodzi, całe grono nauczycieli oraz wszystkich trenerów. Wasz absolwent Sebastian Zalepa :)
rozmawiał: Bartosz Tarnowski




Komentarze 0
Dodaj komentarz